Logowanie do sklepu






Krwawy tancerz

Pisana wartkim językiem kryminałów, wciągająca zaskakującą intrygą, a jednocześnie nawiedzona, niesamowita i zabawna. O której z książek można napisać coś takiego? O dziele duetu Orbitowski i Urbaniuk. Książka "Pies i klecha. Tancerz" to już kolejna pozycja tych dwóch autorów.
Na szczęście nie trzeba serii "Pies i klecha" czytać w kolejności, a znajomość poprzedniego tomu nie ma absolutnie jakiegokolwiek wpływu na odbiór "Tancerza". To oddzielna, całkowicie samodzielna historia osadzona w realiach współczesności, która z dość dużym prawdopodobieństwem toczy się na ulicach znanych autorom miast i miejscowości. To o tyle ciekawe, że można poczuć jakby to rzeczywistość "działa się" tuż obok, a my możemy brać w niej udział.
Natomiast osobom nie znającym jeszcze komisarza Zbigniewa Enki oraz księdza Andrzeja Gila należy się wyjaśnienie. Otóż tytuł nie odnosi się do spokojnego księżulka z prowincji i jego wiernego czworonożnego przyjaciela. Nie, chodzi o gliniarza oraz o całkiem mocno odjechanego księdza.
Zresztą, oddajmy głos autorom:

Przed Giganta wpadł passat z kogutem na dachu. Kogut migotał na niebiesko, samochód był błękitny, a siedzący za kierownicą komisarz Zbigniew Enka wiśniowy ze złości. Wyskoczył z auta, trzasnął drzwiami. Z przedniego siedzenia gramolił się ksiądz doktor habilitowany Andrzej Gil. Enka zostawił go w tyle. Miał wojskową kurtkę w barwach zgniłej zieleni, najmodniejsze levisy, adidasy i dżinsową koszulkę, na której bystre oko wypatrzyłoby przynajmniej jedną plamkę po siarce z zapałki. Gil sunął za nim, półprzytomny i biały jak policyjna pałka - tylko pod oczyma zalęgły mu się cienie. W kołnierz szarej koszuli nie wpiął koloratki, czarna marynarka wyglądała na zdartą z trupa, spodnie na kolanach miał ubrudzone, brakowało właściwie tylko butów nie do pary.
(...)
Gil z Enką ruszyli w stronę magazynu. Ktoś jęknął w środku, coś upadło. Płaśko chwycił księdza za rękaw.
- Czekajcie jeszcze - w jego głosie zabrzmiała troska. - Wszyscy lubili tego faceta, tak mówił Kłoda. Milczący, ale pracował dobrze. Miał własne klucze, sam w nocy wszedł. Znaczy nie wiem czy sam. Rozsmarowany... Nie mam pojęcia, co mu się stało. Może ksiądz zostanie?
Gil obrócił twarz ku niemu. Był jeszcze bledszy niż przed chwilą, w oczach miał popękane żyłki, zmarszczki biegły od kącików ust ku policzkom.
- Ksiądz pójdzie - powiedział.
W tej właśnie chwili z magazynu wypadł Krzysiek, już bez toreb, bez statywu, za to zielony jak majowa łąka, z mokrymi dłońmi przyciśniętymi do brzucha. Za progiem runął na kolana, obrócił ku niebu wytrzeszczone oczy i zaraz popatrzył w kierunku zgoła przeciwnym.
Targnął nim skurcz, zafalowała szyja i poszło: wielka pięść wymiotów rozprysnęła się na betonie, Krzysiek poprawił jeszcze i zastygł wpatrzony w rozrastającą się tuż przed nim brązową plamę.
- Piękny dzień - oznajmił komisarz Enka.
Pomyślał że istnieje osobny typ spraw. Takich, w przypadku których oględziny miejsca przestępstwa kończą się wymiotami jednego z członków ekipy dochodzeniowej. Enka widział już parę takich przypadków i coś mówiło mu że ten nie będzie ostatni.
Gil pokiwał głową na znak, że się zgadza.
---
Wewnątrz stał Wroński zupełnie nieruchomy, jeśli nie liczyć równo pracującej szczęki. Kolana miał ugięte, blisko siebie, gdyby go lekko trącić, poleciałby na pysk. Techniczni również tkwili sztywno, jakby wrośnięci w wylewkę, wyższy nawet zapomniał o papierosie i trzymał w gębie zgaszonego peta. W powietrzu unosił się zapach juchy.
Krew była wszędzie, zbrązowiałe smugi, szerokie i na metr, ciągnęły się od podłogi, a z sufitu kapało. Z półek zwisały fragmenty skóry w czerwonych girlandach, sterczały pokruszone kości, ich odłamki mieszały sią ze skrzepami na paczkach. W ogryzkach pod ścianą Gil rozpoznał resztki palców. Nie sposób było tu normalnie chodzić: wszędzie krew, wnętrzności, skóra. Ale najgorsze było rozmazane oko, niby wielkie rybie jajo, ciśnięte na wywrócony stolik. Na jedną z nóg nabita była naga tu i ówdzie czaszka, strzaskana kość czołowa ukazywała różową gąbkę mózgu. Zęby wybito, dolna warga, już czarna, zwisała na pasku skóry.
I wszędzie drobiazgi z ludzkiego ciała: przełamana ręka, obdarta stopa, lecz bez palców, żuchwa na dwie przedzielona. Wreszcie kawałki ubrania, bardzo małe, niemal nieodróżnialne od ciała, i but ze starczącą kością.
- O kurwa - powiedział Zbigniew Enka.
A Gil nie powiedział nic, choć może by i chciał, chwilowo jednak zajmował się walką z torsjami. (...)
Enka zwrócił uwagę na szeroki szlak, stygnący strumień krwi i wnętrzności ciągnący się przez środek magazynu. Spróbował powiedzieć coś zabawnego na ten temat, ale nie bardzo umiał. Poszedł po śladzie.
Zdumiewało go nieodmiennie ile jest krwi w człowieku - niby parę litrów, a magazyn wyglądał jakby rozpruto, rozwleczono, o ściany wytarto całą grupę roczną studentów, a nie jednego biedaka, zapewne jeszcze chudego, bo polonisty. Sznury flaków ciągnęły się bez końca, im dalej więc Enka szedł, tym mocniej był zdziwiony.

 
 

Cena na okładce: 29.99 zł
Sprawdź u nas!

Wydawca: Fabryka Słów
Autor: Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk
Miejsce i rok wydania: Lublin 2008
Ilość stron: 400
Oprawa: miękka
Wymiary: 145x205
  

 

Reklama

Teraz gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 23 gości 
SklepFantasy.pl to księgarnia interenetowa, specjalizująca się we wszelkich odmianach fantasy, horroru i science fiction oraz kryminałów i sensacji. Oferujemy szeroki wybór książek z tych dziedzin, a także akcesoria do gier bitewnych, planszowych i karcianych. Naszym klientom oferujemy możliwość korzystania z newslettera, w którym informujemy o promocjach i nowościach.
Nasze podstawowe założenia to szybka wysyłka niskie ceny i bogata oferta.
platnosci1
platnosci1