- "Gone" to po części melanż powieści Stephena Kinga i serialu Lost. Nic nie jest takie jakim się wydaje, a z każdą stroną jest coraz bardziej pokrętnie, upiornie i wciągająco - można przeczyta na blogu "Wieczór z książką" - Akcja powieści toczy się błyskawicznie. Nieprzerwanie następuje ciąg osobliwych wydarzeń, coraz bardziej kuriozalnych i nieprzewidywalnych.
Nastolatki odnajdują w sobie dziwne, niebezpieczne moce, a wraz ze zniknięciem dorosłych zwierzęta ulegają osobliwej modyfikacji. Ta powieść z pogranicza horroru i fantasy trzyma w napięciu do samego końca.
O czym faktycznie jest seria Gone? Akcja rozgrywa się malutkim miasteczku, które właściwie niczym się nie wyróżnia. Jedyną ciekawostką Perdido Beach jest położona na peryferiach elektrownia atomowa...
I nagle w środku dnia, zupełnie bez zapowiedzi z Perdido Beach i z okolic znikają wszystkie osoby powyżej piętnastego roku życia. Nie ma dorosłych. A ich brak wyzwala wśród pozostałych najgorsze instynkty. Agresja, przemoc i gniew wymykają się spod kontroli. Pozbawieni opieki, środków medycznych i ograniczeń, młodzi ludzie muszą zbudować nowe społeczeństwo. Bo przecież nie wydostaną się poza strefę. Nikt nie przybędzie na ratunek.
Jednak dzieci odkrywają w sobie dziwną moc, która pozwala czynić cuda: leczyć rany czy przesuwać przedmioty. Jednak u niektórych pojawia się też moc zabijania. A na dokładkę zaczynają mutować zwierzęta.
Czy ktokolwiek wyjaśni zagadkę Perdido Beach? Sam Temple ma taką nadzieję, jednak nie ma zbyt wiele czasu. Bo przecież gdy skończy 15 lat, to zniknie... Zostało mu dokładnie 299 godzin i 54 minuty.
Brzmi ciekawie? Zapewne tak. Zwłaszcza że opinie na forach są entuzjastyczne.
- Dla mnie książka GONE jest boska. Czytam ją od dwóch dni i w sumie się nie śpieszę bo oczekiwanie na drugą część będzie trudne - pisze Gosia.
W podobnym tonie wypowiada się Piotr Brewczyński na portalu Książki Polter.
- Pomimo pozornej prostoty i niewielkiej oryginalności niektórych pomysłów, pierwsza część Gone: Zniknęli to naprawdę kawał świetnego, czytadła. Książka momentalnie wciąga, a jej objętość zapewnia solidną dawkę rozrywki na dobrym poziomie, odpowiednim nie tylko dla młodszych, ale także dla dojrzalszych czytelników. Być może narażę się tym twierdzeniem na kpiny, ale porównanie Gone z Władcą much – bądź co bądź: klasykiem literatury światowej – wydaje mi całkiem nieźle uzasadnione. Zresztą, po lekturze zacząłem wierzyć, że Stephen King rekomenduje książkę nie tylko dlatego, że ktoś sowicie sypnął groszem - pisze Brewczyński. - Gone: Zniknęli przeczytałem jednym tchem, w niecałe dwa dni. Wady? Chyba tylko to, że książka jest nieco za krótka, a działania niektórych bohaterów czasami wydają się nieracjonalne, nawet w zestawieniu z niestandardową sytuacją, w jakiej się znajdują.

FRAGMENT: W jednej chwili nauczyciel opowiadał o wojnie secysyjnej. A w następnej go nie było.
I już. Zniknął. Bez żadnego "puf". Bez rozbłysku. Bez wybuchu.
Sam Temple siedział na lekcji historii, gapił się na tablicę, ale myślami błądził gdzieś daleko. Byli razem z Quinnem na plaży, mieli deski, krzyczeli i szykowali się do pierwszego skoku w zimne wody Pacyfiku.
Przez chwilę myślał, że tylko sobie wyobraził zniknięcie nauczyciela. Przez chwilę miał wrażenie, że śni na jawie.
Odwrócił się do Mary Terrafino, która siedziała po jego lewej.
- Widziałaś to?
Mary uporczywie wpatrywała się w miejsce w którym stał nauczyciel.
- Eee, gdzie jest pan Trentlake? - odezwał się Quinn Gaither, najlepszy, a może jedyny przyjaciel Sama. Siedział za Samem. Obaj woleli miejsca przy oknie, bo czasem, jeśli spojrzało się pod odpowiednim kątem, dawało się dostrzec wąski, srebrny pasek połyskującej wody pomiędzy zabudowaniami szkoły a położonymi dalej domami.
- Widocznie wyszedł - powiedziała Mary takim tonem, jakby sama w to nie wierzyło.
Edilio, nowy uczeń, który wcześniej zwrócił uwagę Sama, odrzekł:
- No nie. Puf. - Palcami wykonał gest, który dość dobrze zilustrował koncepcję.
Uczniowie popatrywali po sobie nawzajem, wykręcając szyje to w jedną, to w drugą stronę i chichocząc nerwowo. Nikt się nie bał. Nikt nie płakał. Sytuacja wydawała się dość zabawna.
- Pan Trentlake zrobił "puf"? - spytał Quinn, tłumiąc śmiech.
- Ej - odezwał się ktoś - a gdzie Josh?
Kilka głów odwróciło się.
- A był dziś w szkole.
- No pewnie. Siedział koło mnie. - Sam poznał ten głos. Należał do Bette. Skaczącej Bette. - Po prostu, no wiecie, zniknął - powiedziała. Tak jak pan Trentlake.
Nagle drzwi stanęły otworem przyciągając wszytkie spojrzenia. Zaraz do środka wejdzie pan Trentlake, może nawet z Joshem, i wyjaśni jak wykonał tę magiczną sztuczkę, a potem znowu zacznie opowiadać swoim podekscytowanym, pełnym napięcia głosem o wojnie secesyjnej, która nikogo nie obchodziła.
Ale to nie był pan Trentlake, tylko Astrid Ellison, znana jako Genialna Astrid, bo była... no, była genialna. Chodziła na wszystkie lekcje dla zaawansowanych, jakie szkoła organizowała. Z niektórych przedmiotów przerabiała nawet internetowe kursy uniwersyteckie. (...)
- Gdzie wasz nauczyciel? - spytała Astrid.
Wszyscy jak jeden mąż wzruszyli ramionami.
- Zrobił "puf" - odparł Quinn, jakby to było śmieszne.
- Nie ma go na korytarzu? - zainteresowała się Mary.
Astrid pokręciła głową.
- Dzieje się coś dziwnego. Moje kółko matematyczne... Było nas tylko troje plus nauczycielka. Wszyscy po prostu zniknęli.
- Co? - nie dowierzał Sam.
Popatrzyła prosto na niego. Nie mógł odwrócić wzroku, jak zawsze w podobnych sytuacjach, bo w jej spojrzeniu nie dojrzał tego wyzwania i ironii, co zwykle. Za to krył się w nim lęk. Bystre, niebieskie oczy o ostrym wyrazie były teraz szeroko otwarte, ukazując zdecydowanie zbyt dużo białka.
- Nie ma ich. Po prostu... zniknęli.
(...)
Dom Quinna znajdował się o dwie przecznice od nich, przy Alameda. Quinn starał się zrobić dobrą minę do złej gry, zachowywać się nonszalancko. Chciał wyglądać na wyluzowanego. Ale nagle zaczął biec.
Sami i Astrid też puścili się biegiem, ale Quinn był szybszy. Kapelusz spadł mu z głowy. Sam pochylił się i go podniósł.
Gdy dogonili Quinna, ten zdążył już otworzyć drzwi wejściowe i wpaść do środka. Sam i Astrid weszli do kuchni, po czym się zatrzymali.
- Mamo! Tato! Mamo! Hej!
Quinn był na górze i wołał. Z każdym okrzykiem jego głos przybierał na sile. Słowa stawały się głośnijsze i szybsze, a szloch wyraźniejszy, więc pozostałej dwócje coraz trudniej było udawać że go nie słyszą.
Pędem zbiegł po schodach, wciąż wzywając swoiją rodzinę, ale odpowiadała mu jedynie cisza.
Nadal miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, więc Sam nie widział oczu przyjaciela. Ale po policzkach Quinna spływały łzy, które słychać było także w jego urywanym głosie. Sam niemal czuł jak tamtego ściska za gardło, bo jego ściskało tak samo. Nie wiedział jak w tym momencie pomóc przyjacielowie.
(...)
I nagle, bez ostrzeżenia, półciężarówka zjechała z drogi.
Lana wbiła wzrok w pusty fotel kierowcy, gdzie jeszcze ułamek sekundy wcześniej siedział dziadek.
Zniknął.
Samochód zjeżdżał prosto w dół. Pas bezpieczeństwa szarpnął dziewczynę.
Pickupu nabierał prędkości. Uderzył w młode drzewko i je złamał.
Pędzili w dół w chmurze pyłu, podskakując tak mocno, że Lana uderzała głową o podsufitkę, a ramię obijało jej się o okno. Zęby jej dzwoniły. Chwyciła kierownicę, ale ta wyrawła się jak oszalała i w tym samym momencie auto przewróciło się na dach.
Obróciło się jeszcze raz. I znowu.
Lana wysunęła się z pasa i bezradnie przetoczyła się po kabinie. Kierownica tłukła ją niczym mieszadło w zmywarce. Szyba miażdżyła jej ramię, dźwignia zmiany bieów przypominała pałkę, walącą ją po twarzy, lusterko wstweczne stłukło się jej na potylicy.
Pickup zatrzymał się.
Lana leżała twarzą w dół z niemożliwie powyginanym ciałem. Pył dławił ją w płucach. W ustach miała pełno krwi. Jedno z oczu, czymś zasłonięte, niczego nie widziało. To, co widziało drugie, z początku wydawało się nie mieć sensu. Tkwiła w pickupie nogami do góry i patrzyła na niskie kaktusy, rosnące pod dziwnym kątem. Musiała się wydostać. Usawieła się najlepiej jak mogła i sięgnęła drzwi. Jej prawa ręka ani drgnęła. Spojrzała na nią i krzyknęła. Prawe przedramię, od łokcia po nadgarstek, nie tworzyło już linii prostej. Było wygięte niczym rozpłaszczona litera "V" i obrócone tak, że wierzch dłoni kierował się na zewnątrz. Nierówne krawędzie złamanych kości mogły w każdej chwili przebić się przez skórę.
Zaczęła miotać się w panice.
![]() | Cena na okładce: 34.90zł Wydawca: Jaguar |
anglojęzyczną wersję trailera książki można obejrzeć na youtube:
http://www.youtube.com/watch?v=uf8B3FM1L8c&feature=player_embedded
Spis treści
- Fantastycznie-romantycznie!
- Filmowa okładka Ghost Writer
- Kolejny hit Dana Browna
- Anioł Zagłady powraca
- Kto ukradł piorun...
- "Wilkołak" - obraz i słowo
- Avatar - cudowny świat Pandory
- Spadkobierca zakonu
- Świetne "Światło"
- Straszne księgi
- Cole kontra Rekin Młot
- Pierniki inkwizytora
- Krwawy tancerz
- Promocja Noworoczna
- Trzynaście czasami równe jest siedemnastu...
- Rice, Lasher i czarownice
- Cmentarny Nik
- Hobbit komiksowo
- Kroki w nieznane 2009
- Wampir za wampirem...
- Zabójcze ciało w kinie
- Kroniki Wardstone przebojem
- Filmowo czy filozoficznie?
- Bazyliszek'44 - horror militarny
- "Łowcy" kolekcjonerscy
- Lost, King, Jake i Julia
- Gone - strach się bać
- Heretycy Diuny
- Kontynuacja serii Czarnego Maga
- Między realem a wirtualnością





















